Logowanie
Login
Hasło
Przypomnij hasło

Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się
Dodaj blog
blogi
  1. 2012-12-28 sylwia24 | 
  2. 2012-12-24 molly | 
  3. 2012-12-17 euforia | 
  4. 2012-11-28 omerta13 | 
  5. 2012-11-11 unikate | 
  6. 2012-11-11 rastafarianka | 
  7. 2012-11-01 tomm001 | 
  8. 2012-10-08 Uzależniona28 | 
  9. 2012-10-06 psyche | 
  10. 2012-10-04 Loca | 
blogi statystyki
Już 152 osób założyło u nas bloga.
Napisaliście 237 notek
i komentarzy

Nie masz jeszcze swojego pamiętnika? Załóż go już teraz za darmo!
Wpisy

Po Roku???


Poniedziałek, 15 Październik 2012, 17:19:45

Kawał czasu co?

   Wpis robiony po domowemu w sensie jakis czas temu zapisany w dokument na kompie czekał na edycje już troszke czasu..... Nie mogłam dostać się na swojego bloga gdzie za szybką i skuteczna akcję Pani Administrator dziekuje :)

 

 

     Albo powinnam się cieszyć że az tyle minęło odkąd wpsywałam ostatni post albo powinnam płakać że aż tak długo z tym zwlekałam…. Patrząc w tył powinnam żałować tyle że ja cały czas myślałam że jednak się wyklaruje i wpis będzie nieaktualny.

 

  Jak najbardziej aktualnie piszę siedząc samotnie i mając cała noc przed sobą czy jedną to się okaże.

 

 Nawet nie bardzo wiem w jakmi momencie życia przestałam pisać ale na pewno wiem podczas jakiego etapu więc powinnam od niego zacząć czyli od okresu troszkę poprzedzającego ostatnie  Święta Bożego Narodzenia 

 

 Czytając o tym co przechodziłam i jak się z tym wszystkim czułam pamiętając… dziwie się sobie że nie znalazłam sobie kogoś bliskiego w realu ale bratnią dusze na necie. Rozmawialiśmy wiele i często na przeróżne tematy wiedział o moim problemie ale słuchał a ja chciałam mówić bez końca czując że komuś gdzieś na mnie zależy i że słuchać chce. Trwało to troszkę z GG i maili przeszło na ukryty telefon….nie dane nam było się spotkać…mniejsza o to ów telefon został znaleziony przez Niego przeczytał kilka smsów i zaczęło się opowiedziałam mu wszystko. Wcześniejszej sytuacji a w szczególności Jego picia kłamstw samolubstwa i samotności miałam do tego stopnia dość że całkiem poważnie podeszłam do napisania pozwu rozwodowego który miałam zamiar złożyć bez żalu ale tylko z goryczą i złością w sądzie jednocześnie z wielką nadzieją że w końcu nie będę patrzeć na siebie z boku jak marnuję życie przy nim pogrążając się coraz bardziej tym samym idąc z Nim na dno ale mało tego czułam radośc że w końcu robię coś słusznego prawdziwego nie wbrew sobie tak…. Odkąd ten pozew napisałam czułam się szczęśliwa…

 

 Wracając … przeczytał smsy zaczęła się awantura o „ kochanka” którego nigdy tak naprawdę nie miałam rozmowy każda kończąca się tak samo albo podobnie.. w końcu gdzies mi się w trakcie tych rozmów wymsknęło że „kochanek” wie znacznie więcej od Niego zna moje odczucia co do swojego życia moja sytuację i przede wszystkim daje mi chwile zapomnienia kiedy On na kanapie przed TV śpi podpity lub pijany… że czuję iż komuś na mnie w jakiś sposób zależy że pyta…. Że nawet wie o blogu o którym On nie ma pojęcia…. I tu palnęłam.

Poszłam spać On wertował komputer niczego nie chowałam bo wiedziałam że i tak grzebać nie będzie link do bloga miałam w zakładkach login i hasło w pamięci niewiele się natrudził by przeczytać mnie w tym miejscu…. Przyszedł wtedy do mnie na górę klęknął kolo łózka i zanosząc się płaczem przepraszał.

 Nie będę przytaczać słów jakie wtedy padały ale bardzo szczerze odbierałam je jako słowa osoby która dostała obuchem w łeb przejrzała na oczy i żałuje rozumie przeprasza …  Nie trwało to tylko tę noc przepraszał mnie codziennie co kilka godzin w przeróżne sposoby w przerwach kiedy tylko ze mną nie rozmawiał…. Czułam się wyjątkowo rozumiana i kochana wyjątkowo i szczególnie….. Od tamtych świąt nie pił ja zmieniłam maila GG i każdy kanał  dostępu „kochanka” do mnie. A co najlepsze po kilku dniach rozmów zapewniania i przede wszystkim tego że nawet kiedy nie mówił widziałam że to prawda że zaczynam mu ufać że kochać na nowo….sama nie wiem jak to się stało może dlatego że teraz jestem można powiedzieć zawiedzona podwójnie… ale to zachwilkę.

 

   Nie pił trzymał się długo bo ok 6 m-cy ale nadeszły dni kiedy wracał z pracy z tym innym wyrazem oczu z tym odmiennym typem konwersacji którego tak się obawiałam specyficznym zachowaniem spowodowanym jednym drinkiem. Prosto w oczy słyszałam że jest zmęczony że absolutnie nie że przecież obiecywał że nie zrobi mi tego….a ja to podpierałam cały czas słowami i obietnicami słyszanymi kilka miesięcy wcześniej sama z siebie we własnych oczach robiłam z siebie przewrażliwioną idiotke że źle widzę że to przecież nie możliwe….. a jednak 

 

 Dziś się złamałam tak jak jakiś czas temu wtedy tylko na dwa dni oddałam resztę jemu prosił… Od ok miesiąca mnie oszukuje cały czas podobnie jak kiedyś teraz wraca po drinku dwóch czy huj wie ilu ok 3 razy w tygodniu pomijając weekend… cały czas słysze to samo że źle widzę cały czas źle widzę i mało tego opowiada mi o swoich pretensjach i jak mu przykro że tak go oceniam…próbuje jeszcze wywołać u mnie poczucie winy? Nie wierzę mu a On znika w moich oczach tak samo jak wspomnienie chwil kiedy wierzyłam że wracamy ze sobą do siebie szczęśliwi i odmienieni… no fajnie było jeszcze jakiś czas temu 

 Dziś wzięłam po dokładnie 5 dniach walczenia z samą sobą…. On wracał taki a nie inny mnie chęć potęgowała narastała i wypalała nerwami od środka  już 3 dni temu wiedziałam że jeśli nie da mi odsapnąć to poległam 3 dni niemal ciągłego zastanawiania się myślenia rozmów wewnątrz siebie krzyków i przekomarzania…. I poległam byłam pewna na 100 % już wczoraj jadąc z pracy zatrzymałam się pod knajpą pod którą stał samochód którym pojechał ok 3 h wcześniej tłumacząc mi że facet od równania drogi już do nas jedzie i On też musi już jechać… 3 h później nie było faceta nie było spieszenia się do domu ale siedział przy barze i kończył drinka kiedy weszłam……odjechałam stamtąd w kierunku przeciwnym jak dom chwilkę przejechać się sama bo wiedziałam że zaraz po mnie zjawi się w domu i zacznie pierdolić te swoje opowiadania rodem z krainy bajek zwidów i kłamstw… Wróciłam tylko po to by postawić samochód i przesiąść się na motocykl ostatnio mi to bardzo pomagało a w tamtym momencie sama się sobie dziwiłam że nie jadę jeszcze po amfetaminę ale po prostu „ chcę jechać” krzycząc w kasku do siebie do Niego i do Boga by mi ta najgorsza złośc przeszła…. Wróciłam czysta sama nie wiem jak to zrobiłam… ale jemu dzień się dopiero zaczął pojechał płacić za kamień i z synem odwieść jedno z aut na przeglądnięcie go po trasie w której zaszwankował wrócił pijany….. a ja wzięłam relanium X dwa  i modląc się by szybko zadziałało poszłam do łóźka po jakmś czasie udając że jest wszystko ok usnęłam ale rano nie wstałam już sobą  zajecie sobie znalazłam na szybko motocykl zakupy zajęcie musiłam mieć zajęcie nie wytrzymałam kiedy znowu wrócił z pracy wypity i wpierał mi odpowiadając na moje pytanie” Czy uważasz że wszystko z twojej strony jest w porządku?” że jak najbardziej tak wmawiając mi że nic nie pił…. Jadąc po dzieci najpierw pojechałam po amfetaminę wzięłam całe 5 gram z czego połowy już nie mam…

  Karam tym Jego by poczuł choć troszkę jak się czuję ja…. Choć tego nie rozumie…. Karam go krzywdząc siebie…. Na 11 września umówiłam się z osoba z Monaru umawiałam się przy Nim kilka dni temu kiedy już się  we mnie magazynowało kiedy już On doprowadzał mnie do stanu w którym myślałam często za często że chcę zaszaleć sama z sobą pocieszyć się po przeżyciu Jego pijackich kłamliwych dni….pocieszyć się by nie zwariować po tym wszystkim co od Niego usłyszałam po tym jak ciężko mi było uwierzyć zaufać a jednak dałam rade…albo On dał ogłupiając mnie…. Żałuję dziś że wtedy z tym pozwem zatrzymała się na chwilę że zaczęłam myśleć słuchając go że pozwoliłam na to mu pozwolić ponownie uwierzyć że go kocham… żałuję dziś tego bardzo.

 

    Babcia zmarła w listopadzie ubiegłego roku rodzice z idiotycznego powodu ze mna nie rozmawiają choć tak naprawdę chyba nie mam czego żalować bo i tak ze mną nie rozmawiali a jak już mówiłam to zawsze mieli coś nie po mojej stronie ale przeciw mnie…. Nie mam przyjaciół nie mam „ kochanka” nie mam nikogo z kim mogła bym się choć w małym stopniu podzielić tym co mnie uwiera boleślnie… mam dzieci za małe by móc opowiedzieć mam siebie która zaczyna pragnąc przestać się w końcu rozumieć mam męża który tak naprawdę nie czuje się moim mężem mam mój kochany motocykl który znaczy dla mnie więcej niż On kiedy chcę być zrozumiana mam też Monar który nie wiem jak mnie odbierze po tylu latach nieobecności….ale pojadę  mam blog który może nikt nie czyta ale wiele dla mnie znaczy że ja mogę napisać mam tu osoby podobne w swoich boleściach do mnie które mogę poczytać…. Niby nie jestm sama ale tak naprawdę to jestem cholernie samotna………

 

Wpis opublikowany na blogu: DDa amfetamina ciąża....i powrót?

Komentarze użytkowników (0)
Copyright © 2008-2010 Narkotyki.pl Wszelkie prawa zastrzeżone.
Kliknij tutaj aby skontaktować się z administratorem.
Autoagresja